9 marca 2010 w TVP 2 wyemitowała kolejny odcinek magazynu interwencyjnego „Express Reporterów”, gdzie poruszono problem młodego człowieka mieszkającego na wsi. Zmartwieniem tej osoby jest brak pracy, choć jak myślał sam zainteresowany, po studiach będzie inaczej, że będzie kimś.

Reportaż nosi nazwę „LESZEK I JEGO DROGA”, gdzie 28 letni Leszek Prądziński żali się na swoją sytuację życiową. Ma studia, ma chęć do pracy, ale nie ma nogi i nikt go nie chce zatrudnić.

Chłopak opowiada ile trudu musiał włożyć, aby zdobyć wykształcenie. Mieszka 25 km od Kościerzyna (mała wioska na Kaszubach). Do przystanku autobusowego ma 2 kilometry, jazda autobusem do Gdańska zajmuje jedną godzinę, a później jeszcze dojazd na uczelnię tramwajem. Aby dojechać na zajęcia wstawał o 5 rano.

Jego problemem to brak nogi. W wieku 14 lat wykryto nowotwór (nie powiedziano jaki, ale chyba chodziło o raka kości). Niestety, nic się nie dało zrobić i kończynę trzeba było amputować. Mama p.Leszka powiedziała, że dla niej widok syna bez nogi był straszny... nie do opowiedzenia (kobieta nawet nie wie jakie ma szczęście, a gdyby syn był całkowicie sparaliżowany i nic nie mógł koło siebie zrobić? – to jest nie do opowiedzenia).

Życie osoby niepełnosprawnej jest trudne, a na wsi to jeszcze bardziej. Dlatego p. Leszek postanowił skończyć studia, bo myślał, że po nich osoba niepełnosprawna jest kimś. Dzięki wykształceniu wyższemu chciał realizować się zawodowo, chciał normalnie żyć jak każdy inny. Ale wybór jakiego dokonał, był najgorszym z możliwych.

Przecież inżynierem nie będę, pilotem nie będę, marynarzem też nie będę. Wybrałem studia, które są adekwatne do mojej niepełnosprawności, dlatego wybrałem politologię” – powiedział p.Leszek.

Okazało się, że po studiach nikt go nie chce zatrudnić. Przez jakiś czas miał zasiłek dla bezrobotnych, ale ten się kiedyś kończy. Dla niego zasiłek był upokarzający. Tak samo jak brak pracy – to również jest upokarzające. To, że ludzie się za nim oglądają na ulicy, bo nie ma nogi, też jest upokarzające.

Mężczyzna miał rentę (w czasie nauki), ale ta też został mu odebrana. Jak powiedział, to jakiś paradoks - ZUS zabrał mi rentę bo najwidoczniej uznał, że jest sprawny, a z drugiej strony pracodawcy mają mnie za inwalidę i nie chcą przyjąć do pracy. Dalej p. Leszek mówił, że chyba w życiu popełnił błąd kończąc te studia, lepiej być po podstawówce, siedzieć w domu i nikomu głowy nie zawracać. Ale on chce żyć i pracować, a to co go spotkało to niesprawiedliwe.

 

Wszyscy winni, tylko nie on – Politologia, czyli fabryka bezrobotnych

 

Oglądając ten reportaż widz mógł zobaczyć, jak osoba niepełnosprawna (a raczej z pewną niesprawnością) mimo starań i studiów nie ma pracy. Osoba niepełnosprawna mogła z kolei zobaczyć jeszcze głębiej i dostrzec, jak p. Leszek ma swego rodzaju pretensję do innych, ale nie do siebie. A właśnie do siebie powinien mieć największy żal.

Człowiek wybrał najłatwiejsze „studia” jakie tylko można sobie wyobrazić – nic nie wartą politologię. Według różnych statystyk, od 500 do 600 osób po politologii przypada na jeden wakat. Kończąc politologię, człowiek niejako sam skazuje się na bezrobocie. Najgorsze w tym wszystkim jest podejście i stwierdzenie, że inżynierem nie będzie a studia które wybrał, są adekwatne do jego niesprawności. Zupełny nonsens. Wiele osób niepełnosprawnych jest inżynierami lub kończy inne wartościowe studia. Wystarczy zobaczyć, jakich osób szukają pracodawcy. Śmiało można powiedzieć, lepiej, aby p. Leszek nie kończył politologii, bo to była tylko strata czasu – szkoda, że do takiego wniosku nie doszedł sam i jest przekonany o wysokiej wartości tej wiedzy, którą zdobył.

I jeszcze te podejście do kwestii upokarzania. Człowiek sam chyba się wstydzi tego jaki jest, i że taki nie chce być. Proteza umożliwiłaby mu niewyróżnianie się spośród innych. I ten człowiek chce akceptacji, kiedy sam nie potrafi się zaakceptować?

Czy p.Leszekowi ktoś kiedykolwiek powiedział, że takich jak on powinno się gazować? Jeśli nie, to jeszcze nie wie co to znaczy być upokorzonym, bo tak właśnie został zmieszany z błotem właściciel strony nie-pelnosprawni.pl.

* Człowiek skończył nic nie warte „studia” i dziwi się, że nie ma pracy – tak jak miliony zdrowych osób w Polsce?

* P. Leszek powinien się cieszyć ze swojej sytuacji – jest przecież sprawny i od nikogo niezależny,

* Kto by chciał zatrudnić osobę, która czuje się upokorzona jak ktoś na nią patrzy?.

Oby jednak p.Leszkowi udało się, bo na wsi to faktycznie jest źle z jakimkolwiek zajęciem.

Państwo też jest trochę winne

 

Lata temu, państwo zrezygnowało z matematyki na maturze, oczywiście ku uciesze młodych niczego nieświadomych ludzi. Był to niestety gwóźdź to trumny dla polskiej gospodarki i przyszłych pracowników. Co prawda, każdy mógł sobie wybrać matematykę na maturę, no ale skoro nie musiał, to wybierał jakieś przedmioty humanistyczne. Po takiej maturze szedł na politologię czy inne bezwartościowe studia (grzechem coś takiego w ogóle nazywać studiami). Po 5 latach wychodził z uczelni dumny, posiadając tytuł mgr. Tyle tylko, że mgr oznaczało nie magistra a raczej magazyniera. Nieliczni znajdowali pracę zgodną z kierunkiem - nazwijmy to  - wykształcenia. Reszta trafiała do marketów, gdzie wykładała chemię... gospodarczą na półki.

I nagle władza doznała olśnienia. Przecież gospodarkę ciągną nowe technologie, a te są zintegrowane z matematyką. Po latach matematyka na maturze znowu stała się obowiązkowa. Dzięki temu, teraz będzie można mieć większy wybór kierunków – mechanika, budownictwo, inżynieria materiałowa, biotechnologia i cała masa innych wartościowych studiów, po których znacząco wzrasta szansa na znalezienie pracy.

Ale idąc np. na Politechnikę czy inne podobne studia,  młody człowiek dozna szoku. Na zajęcia będzie mógł chodzić, ale nie będzie musiał. Jeszcze większy szok to matematyka jaką pozna. Dowie się, że liczba podniesiona do drugiej potępi może mieć wartość ujemną, albo można pierwiastkować liczby ujemne, pozna całki oznaczone i niezonaczone, całki podwójne i potrójne, pochodne cząstkowe, których zapis bardziej przypomina zapomniany język starożytnych niż wyższą matematykę ... i całą inną masę nowości. Ale kiedy przez to przebrnie, to będzie kimś, chyba że drowie zniszczy mu życie (ale z tym w jakimś sensie też można walczyć).

A jak wygląda edukacja osób niepełnosprawnych. To jest kpina i nie zanosi się na to, aby miało się cokolwiek zmienić w tym temacie. Dalej zdrowe osoby „niepełnosprawne” albo nie będą nic studiować, albo wybierać łatwe, ale bezwartościowe studia, po których trafią prosto do pośredniaka. W przypadku osób niepełnosprawnych, tych prawdziwych... nie ma słów, aby opisać ich dramat edukacyjny.

Jedna rada - omijać POLITOLOGIĘ i pokrewne kierunki  szerokim łukiem, bo to jest FABRYKA BEZROBOTNYCH bez przyszłości.