37-letnia Katarzyna Konar z Marcinkowic w gminie Chełmiec, cierpiąca od urodzenia na porażenie mózgowe, po 23 latach straciła przyznane wcześniej przez ZUS renty socjalną i rodzinną. Lekarz orzecznik ZUS uznał, że kobieta może pracować, bo są tacy co to pracują z długopisem w zębach na leżąco – pisze Gazeta Krakowska.

 

Trzy lata wcześniej pani Katarzynie zabrano świadczenia rodzinne po zmarłym ojcu, a teraz rentę socjalną. W uzasadnieniu lekarz orzecznik ZUS napisał - "W oparciu o obowiązujące przepisy ustalono, że nie jest Pani całkowicie niezdolna do pracy oraz nie jest Pani niezdolna do samodzielnej egzystencji".

 

Kobieta ma niepełnosprawne kończyny. Chwilami trudno się jej w ogóle poruszać. Doznaje silnych, trwających godzinami skurczy mięśni. - Ból trudno wytrzymać - tłumaczy pani Katarzyna. - Przez ciągłe utykanie i skurcze ledwo czuję kręgosłup. Muszę się ciągle rehabilitować, brać kosztowne leki. Ale to przecież ZUS-u nie interesuje - dodaje kobieta.

 

Pani Katarzyna znalazła pracę biurową w Warszawie, ale po 2,5 roku zwolniła się, żeby oszczędzić sobie upokorzenia. Przez ból robiłam coraz więcej błędów. W szpitalu, do którego trafiła, lekarze postawili sprawę jasno. Stwierdzili, że w jej stanie zdrowia nie da się normalnie pracować. - Dostałam wręcz zakaz pracy.

 

Tak skończył się sen o samodzielności. Przeszłam przez wszystkie możliwe komisje ZUS z tym samym skutkiem. Chora, nie chora, mam znaleźć sobie pracę. Pozostał mi tylko sąd, by dochodzić świadczeń w ZUS. To także kosztuje, nie tylko zdrowie .

 

// Wojciech Chmura, 37-latka cierpi na porażenie mózgowe. ZUS odebrał jej rentę socjalną i rodzinną, Gazeta Krakowska z 25 stycznia 2014