Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych (Rada) zaapelowała do rządu o podjęcie stosownych kroków mających poprawić dostęp osób najciężej chorych i niepełnosprawnych do długoterminowej opieki.

Rada uważa, że 2/3 chorych oraz niepełnosprawnych pacjentów ze względu na zmienione od marca przepisy i sposób finansowania ma bardzo utrudniony dostęp do opieki długoterminowej. Przepisy rozporządzenia (Dz. U. Nr 217, poz. 1688) wskazują, że pielęgniarka będzie mogła opiekować się nie więcej niż 6 świadczeniobiorcami przebywającymi pod różnymi adresami i nie więcej niż 12 świadczeniobiorcami przebywającymi pod tym samym adresem zamieszkania np. w domu pomocy społecznej.

Według zmian, takimi pacjentami mają się opiekować pielęgniarki środowiskowe. Problem w tym, że jedna taka pielęgniarka ma pod opieką ponad 2750  osób. Na dodatek NFZ znacznie obniżył stawki za taką opiekę.

Na zmianach stracą najbardziej pacjenci domów pomocy społecznej, w których przebywa ponad 90 tys. osób ( bliżej 100 tys.) z czego większość to osoby, które nic koło siebie nie zrobią. Kto się nimi będzie opiekować?

Już w 2009 roku Rada alarmowała, że w 2009 roku na taką opiekę było przeznaczonych 916 mln zł, a w 2010 roku 888 mln zł, choć  w tym samym czasie pula dla lekarzy Podstawowej Opieki Zdrowotnej wzrośnie z 6,9 mld do 7,2 mld zł. Dramat pacjentów zwiększyła wypowiedź Andrzeja Troszyńskiego z Biura Prasowego NFZ, który pod koniec 2009 roku powiedział, że nie będą podpisywane nowe kontrakty, a tylko przedłużane stare – chyba, że coś się zmieni.

I faktycznie. 25 lutego 2010 NFZ zakończył podpisywanie kontraktów na opiekę długoterminową, a w ramach konkursu np. w południowej Wielkopolsce Wielkopolsce na 15 zakładów opieki, które ubiegały się o kontrakt z NFZ, umowę dostały tylko trzy placówki.

Jedna z pielęgniarek z gliwickiego Niepublicznego  Zakładu Opieki Zdrowotnej "Vitamed" mówiła „Gazecie Wyborczej” pod koniec 2009, że rodziny są pacjentów obłożnie chorych są przerażone zaistniałą sytuacją.

Państwo chce zaoszczędzić na starszych i schorowanych ludziach, i trudno się dziwić, bo ci nie pojadą do Warszawy protestować (chociaż dlaczego by nie, Sejm przecież jest dostosowany - co za ironia, prawda). Usługi domowych pielęgniarek były przez wszystkich bardzo wysoko oceniane i każdy myślał, że to wystarczy, aby utrzymać ich finansowanie. Każdy, ale nie NFZ, który najwidoczniej uznał, że naszego państwa nie stać na zapewnienie najciężej chorym „luksusu" w postaci domowej opieki pielęgniarskiej.

Co na to minister zdrowia?

 

No a cóż Minister zdrowia Ewa Kopacz miałaby powiedzieć. Na spotkaniu z dziennikarzami 24 marca powiedziała, że obłożnie chorzy pacjenci nie zostaną bez opieki i nowe umowy będą podpisywane (czytaj – dopiero będą, a nie są, czyli do chwili podpisania.....no właśnie).

Minister zapewniła, że pielęgniarki zajmujące się pacjentami niezdolnymi do samoopieki będą zarabiać więcej.

Do tej pory długoterminową opiekę pielęgniarską opłacał NFZ tj. każdej pielęgniarce zadaniowej, mającej pod opieką maksymalnie 8 pacjentów płacił ok. 6 tys. zł miesięcznie (taką informację podała pani minister zdrowia). Ich opieką objętych było m. in. 13,7 tys. osób, mających od 0-40 punktów w skali Bartel (według tej skali im mniej jest punktów tym bardziej niesamodzielny jest człowiek).

Czyli ile teraz będzie zarabiać pielęgniarka skoro obcięto fundusze?

Dla przypomnienia długoterminowa opieka domowa była finansowa ze składek na ubezpieczenie zdrowotne dopiero od 2008 roku, a już w 2009 stwierdzono, że Polski na no nie stać.

Wniosek jest prosty: najlepiej być zdrowym, niekoniecznie młodym, bogatym i przystojnym.