Ostatnio kilka wydarzeń w moim życiu sprawiło, że temat (nie)seksualności osób z niepełnosprawnością powrócił do mnie niczym bumerang i znowu zaczął męczyć jak uciążliwy koszmar, chociaż myślałam, że już się od niego uwolniłam zakładając własną rodzinę.


Jest coś w większości ludzi co sprawia, że odmawiają seksualności ludziom z niepełnosprawnością. Pojęcie seksualności rozumiem tutaj szeroko, więc przede wszystkim jako możliwość zawierania związków innych niż przyjaźń, zakładania rodzin, powoływania na świat dzieci, ale też jako możliwości korzystania z usług „zawodów zakazanych”, czy sprawiania sobie przyjemności w inny sposób. Mam wrażenie, że niepełnosprawni, to jakaś trzecia płeć – jak na znaczkach w toalecie: kobieta, mężczyzna, niepełnosprawni (inspiracja M.B.) – gdzieś na granicy między wiecznym dzieckiem, a domowym zwierzątkiem.


Początkowo myślałam, że problem dotyczy wyłącznie mojej rodziny, później, że małych, prowincjonalnych miasteczek, a w dużych miastach pewnie jest lepiej, bo ludzie są bardziej wyedukowani i jednocześnie obyci, opatrzeni z niepełnosprawnością, czy zwyczajnie politycznie poprawni. Jednak okazuje się, że problem jest globalny, a opory (mury) z jakimi borykałam się walcząc o swój związek – bardzo częste.

.....

 


Z bloga


Więcej, O (nie)seksualności osób z niepełnosprawnością, czyli o przynależności do „trzeciej płci”, e-maf.cba.pl z 12 marzec 2012