bus fot nie pelnosprawni.pl

Dania jest jednym z najbardziej postępowych krajów na świecie, zajmuje drugą pozycję w światowym rankingu Social Progress Index (SPI), który mierzy jak dany kraj zaspokaja potrzeby swoich mieszkańców. Okazuje się, że ten ranking słabo nadaje się do oceny osób poruszających się na wózku inwalidzkim.

 

John Morris z USA kilka lat temu w wyniku wypadku samochodowego stracił trzy kończyny i od tamtego momentu porusza się na wózku inwalidzkim. Jego pasją są podróże, sam siebie nazywa adwokatem praw osób niepełnosprawnych i jest wiodącym autorytetem w ocenie dostosowania warunków podróży osób niepełnosprawnych. W tym celu założył stronę WheelchairTravel.org, na której opisuje swoje doświadczenia z podróży po Świecie. Jeden z ostatnich wpisów dotyczy Danii i tego jak nie powinna wyglądać obsługa osób niepełnosprawnych.

 

John ze swoja siostrą planowali podróż po Danii i mieli nadzieję, że taki postępowy kraj jest w większości dostosowany do osób niepełnosprawnych, ale okazało się że tak nie jest.

 

W stolicy Danii Kopenhadze autobusy miejskie są dostosowane do przewozu osób na wózkach, bo są niskopodłogowe i są wyposażone w ręcznie rozkładane rampy wjazdowe. Tak jak w większości krajów Europy autobusy miejskie mają ręcznie rozkładane rampy, są przez to mniej awaryjne, a same autobusy tańsze w zakupie. Niestety takie rampy to dodatkowy obowiązek dla kierowcy autobusu, który musi opuścić pojazd aby ja otworzyć.

 

I tu zaczyna się niemiłe zaskoczenie Johna.

 

Chcesz wjechać do autobusu, to rampę otwórz sobie sam, bo to nie jest obowiązkiem kierowcy

 

John wyznaczył trasę przejazdu i przystanki autobusowe. Kiedy podjechał autobus, John podjechał pod przednie drzwi pojazdu chcąc zakomunikować kierowcy chęć skorzystania z rampy, ale zamiast tego drzwi autobusu się zamknęły i pojazd odjechał.

 

Jak pisze John na swoim blogu, pewnie kierowca go nie zauważył, albo trafił na jednego z tych leniwych kierowców, którym nie chce się otwierać rampy, no cóż bywa.

 

Po 20 minutach przyjechał następny autobus. Siostra Johna wsiadła przednimi drzwiami do autobusu z innymi pasażerami i zakomunikowała kierowcy o wózku inwalidzkim i konieczności rozłożenia rampy. W odpowiedzi usłyszała „To nie mój obowiązek”, po czym kierowca zamknął drzwi i ruszył zostawiając Johna samego na przystanku. Siostra będąca w pojeździe kategorycznie zażądała zatrzymania pojazdu, aby mogła wysiąść i wrócić do brata.

 

Dopiero trzecia próba zakończyła się sukcesem, bo akurat trafili na pomocnego kierowcę. Okazało się, że otworzenia rampy potrzebny jest ręczny lewarek, który w pojedzie ma kierowca, ten sam który nie musi otwierać rampy. Nawet z tym lewarkiem jak pisze John, kierowca miał ogromne problemy z otwarciem rampy, która niejako od nieużywania przykleiła się do podłogi pojazdu.

 

Kierowca nie opuszcza autobusu, bo mogą go uprowadzić

Po kilkudniowej wycieczcie po Kopenhadze John tylko dwa razy natknął się na kierowców, którzy mu pomogli wjechać do autobusu, reszta kierowców cytowała jak mantrę zapisy umowy o pracy, gdzie nie mają obowiązku pomagać niepełnosprawnym wsiadać do autobusu, bo opuszczając pojazd narażają siebie i autobus na niebezpieczeństwo.

 

John zastanawia się jak to możliwe, że w Danii gdzie wskaźnik przestęp jest minimalny, kierowca opuszczający autobus jest narażony na niebezpieczeństwo, a w USA gdzie ten wskaźnik jest bardzo wysoki kierowcy wysiadają z pojazdu, pomagają wjechać, a nawet zabezpieczają wózek pasami w autobusie.

 

John radzi – osoba na wózku inwalidzkim chcąca korzystać z autobusów miejskich w Kopenhadze musi być z kimś, kto jej pomoże, bo inaczej może zapomnieć o wsiadaniu do autobusu.

 

… jak widać, w tym przypadku Polska wyprzedza Danię o całe „lata świetlne”.