Przebudziła się w trakcie operacji, usłyszała - jak przez gęstą mgłę - dźwięk piły; pomyślała: "A więc odcinają mi nogę ...". Po chwili znów straciła świadomość.

 

 

57-letnia Grażyna Przywecka każdy dzień zmagań córki z chorobą może odtworzyć ze szczegółami. Ma w pamięci każdą wizytę w przychodni i na szpitalnym oddziale. Pamięta zadrukowane karty wyników. Każdy grymas bólu na twarzy maleńkiej córeczki, odcisnął się w jej pamięci.

- Paulinka to moje czwarte dziecko, najmłodsze. Urodziła się jak pozostałe, cała i zdrowa. Gehenna zaczęła się w trzecim roku życia, gdy spuchło jej kolanko. Córka odczuwała silny ból, nie stawała na prawej nóżce. Na chirurgii dziecięcej w Bydgoszczy wycięli jej z kolana torbiel, a wycinki powędrowały do badań laboratoryjnych. Po kilku miesiącach mieliśmy już całkowitą pewność. Paulina ma nowotwór złośliwy kości. Torbiel odrastała. Lekarze z Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie zdecydowali, aby wyciąć chory fragment kości, a w niej miejsce zrobić przeszczep. Nabraliśmy nadziei, że nogę uda się uratować - opowiada Grażyna.

 

Więcej na Onet.pl z 6 listopada 2013