Kiedy zaczynałam pracę jako lekarz, bywało, że rodzina osoby chorej nie chciała wpuścić mnie na wizytę. Ze wstydu. Chore dzieci były skazane na dom, a matki na ten swój krzyż... Rozmowa z Lidią Gądek, lekarką i posłanką.


Dominika Maciejasz: Zabiegała pani o uchwalenie Karty praw osób z autyzmem. Dlaczego było to tak ważne, żeby iść z tym do Sejmu?

 

Lidia Gądek: Jednym z najważniejszych powodów było złamanie stereotypów związanych z tym stanem i zwrócenie uwagi na sytuację osób, które on dotknął. Autyzm istniał w świadomości Polaków jako schorzenie psychiczne czy niedorozwój umysłowy. Niestety, był też tak kwalifikowany medycznie. Osoby chore na autyzm umieszczano w tej samej grupie co ciężko chorych psychicznie. To zamykało szanse dla tych osób na funkcjonowanie w społeczeństwie. Tymczasem to całkowicie błędne przekonanie i bardzo krzywdzące dla autystyków.

 

Jeśli autyzm nie jest typową chorobą, to w takim razie jak można go zakwalifikować?

 

- O tym, że autyzm nie jest typową chorobą ani typową niepełnosprawnością, wiemy dzięki rozwojowi nauk takich jak psychologia. Można powiedzieć, że autyzm to rodzaj stanu psychofizycznego, w pewnych zakresach różniący się od stanu osób zdrowych, ale niedyskwalifikujący ich do funkcjonowania w pewnych dziedzinach życia społecznego. Dlatego tak ważne jest, by wyodrębnić tę grupę z szeroko pojętej niepełnosprawności. Jeśli tym ludziom, szczególnie dotkniętym lekką postacią autyzmu, stworzy się warunki do kształcenia i leczenia, będą w stanie odnaleźć się w społeczeństwie. Skorzystają na tym wszyscy - oni sami, ich rodziny, ale też państwo, które nie będzie musiało ich utrzymywać.

 

Więcej na gazeta.pl z 16 listopada 2013