Do­ma­ga­ła się eu­ta­na­zji dla córki i chcia­ła dać dziec­ko pod opie­kę po­słom. Po­par­li ją inni ro­dzi­ce i za­po­wia­da­ją: "To nie ko­niec!".

Po­wie­dzia­ła pani, że jeśli rząd po­zo­sta­nie nie­czu­ły wobec pro­ble­mów i po­stu­la­tów ro­dzi­ców nie­peł­no­spraw­nych dzie­ci, po­wtó­rzy pani we wrze­śnio­wej pi­kie­cie przed Sej­mem to, co już miało miej­sce w czerw­cu. Że przyj­dzie pani pro­sić o eu­ta­na­zję dla 14-let­niej cho­rej córki i dla sie­bie, jej matki i je­dy­nej opie­kun­ki. Jakie oko­licz­no­ści skła­nia­ją Panią do tak dra­ma­tycz­ne­go oświad­cze­nia?

Elż­bie­ta Ka­ra­siń­ska: Oko­licz­no­ści bar­dzo ludz­kie i bar­dzo przy­ziem­ne. Czy wie pani, ile za­sił­ku do­sta­je opie­kun dziec­ka nie­peł­no­spraw­ne­go, który opie­ku­je się nim 24 h na dobę, 366 dni w roku? 620 zł na mie­siąc. Co musi za to kupić oprócz nie­zbęd­ne­go wy­ży­wie­nia, środ­ków czy­sto­ści i odzie­ży? Za­pła­cić za re­ha­bi­li­ta­cję, wy­ku­pić kosz­tow­ne leki w kraju i za gra­ni­cą, uzu­peł­nić zapas środ­ków hi­gie­nicz­nych i ko­sme­tycz­nych nie­zbęd­nych do co­dzien­nej pie­lę­gna­cji dziec­ka na wózku, które - tak jak ma to miej­sce w przy­pad­ku mojej Agaty - ma czte­ro­koń­czy­no­we po­ra­że­nie mó­zgo­we i nie po­tra­fi wy­ko­nać sa­mo­dziel­nie żad­nych czyn­no­ści ży­cio­wych. Do tego do­cho­dzą różne od­żyw­ki, wi­ta­mi­ny, ciu­ła­nie na tur­nus re­ha­bi­li­ta­cyj­ny i astro­no­micz­nie drogi sprzęt do co­dzien­nej eg­zy­sten­cji. Ko­smicz­ne kosz­ty, z któ­rych zdają sobie spra­wę chyba tylko ro­dzi­ce po­dob­ni mnie, czyli ro­dzi­ce dzie­ci cho­rych i nie­peł­no­spraw­nych.

 

(...)

Są in­sty­tu­cje i ośrod­ki, gdzie można prze­ka­zać dziec­ko pod opie­kę.

Nie ma ta­kiej moż­li­wo­ści, gdyż albo oddam dziec­ko na za­wsze, albo wcale. A stały pobyt? Nie daj Boże taką opie­kę! Mam do­świad­cze­nie współ­pra­cy z dwoma ośrod­ka­mi, w któ­rych Agat­ka była kilka go­dzin dzien­nie w celu współ­pra­cy ze spe­cja­li­sta­mi i za każ­dym razem koń­czy­ło się tra­gicz­nie. Raz ode­bra­łam dziec­ko z ośrod­ka w takim sta­nie, że mu­sia­łam wzy­wać po­go­to­wie, a le­karz ba­da­ją­cy dziec­ko zgło­sił spra­wę do pro­ku­ra­tu­ry. Agata miała sińce na całym ciele, wy­bi­ty ząb, ob­tar­cia w kro­czu i są­czą­cą ranę pod pachą... Na widok czap­ki i kurt­ki wpa­da­ła w bez­dech, bo tak bar­dzo bała się, abym jej nie za­wio­zła z po­wro­tem do ośrod­ka. (red.PN To bardziej przypomina pobyt w obozie koncentracyjnym, niż domu opieki, czyli "WITAMY" w świecie Prawdziwych Niepełnosprawnych).

 

Więcej na Onet.pl z 19 sierpnia 2013