Kolejny absurd związany z receptami. Okazuje się, że jeśli na recepcie nie ma słowa „lekarz” pacjent musi kupić lek ze 100 proc. odpłatnością. Takie jest prawo i wynik dwóch sprzecznych przepisów. Pacjenci są tym faktem oburzeni i ironicznie pytają „A kto niby miałby wypisać receptę? Księgowy?”. Sprawę opisuje Gazeta Wyborcza.

 

Jak pisze Gazeta Wyborcza pan Krzysztof kupował leki, za które zawsze płacił 12 zł. Kiedy jednak wykupywał kolejną receptę kwota do uregulowania wynosiła już 120 zł. Zaskoczonemu klientowi aptekarka wytłumaczyła, że recepta jest źle wypisana i w związku z tym refundacja nie przysługuje. Powód?. Brak słowa „lekarz” na recepcie.

 

Podobne uwagi od farmaceutów słyszą mieszkańcy Krakowa, Brzeska, Wadowic i innych miejscowości. Apteki nie mogą wydawać im lekarstw z ulgą, bo na receptach brakuje słowa... „lekarz”. 

 

- Przepisy wyraźnie mówią, że na recepcie powinno pojawić się słowo „lekarz”. Jeśli go nie ma, nie możemy wydać leku ze zniżką - tłumaczy w rozmowie z gazetą farmaceutka z Nowej Huty. Jak dodaje, takie są przepisy i apteki muszą się do nich stosować, żeby nie mieć problemów.

 

Papierowe druki nie zawierają słowa „lekarz”. Jest na nich za to tytuł naukowy, nazwa specjalizacji i numer prawa do wykonywania zawodu, który identyfikuje każdego lekarza. Natomiast na receptach elektronicznych słowo „lekarz” widnieje.

 

Jak tłumaczy w rozmowie z gazetą Tomasz Leleno, rzecznik Naczelnej Izby Aptekarskiej, problem jest wynikiem sprzeczności przepisów prawa farmaceutycznego i rozporządzania ministra zdrowia w sprawie recept. Ze względu na brak precyzji przepisów farmaceuci boją się dziś, że jeśli będą dopisywać sami słowo „lekarz” i wydawać lek po stawce ze zniżką, to potem NFZ będzie cofał im refundacje.

 

// Dominika Wantuch, Apteczny absurd. Brak na recepcie słowa "lekarz"? To płacisz 100 procent, Gazeta Wyborcza Kraków, 6 września 2018